O wszystkim (Reklama: ,)
John badawczym wzrokiem obrzucił budynek. Jaskrawo oświetlone okna, piskliwe dźwięki muzyki i konie, uwiązane u drewnianej balustrady dawały w sumie normalny obraz. Wzruszył ramionami. Saloon jak saloon. Wciąż jeszcze szperał w pamięci. Nazwa „Cleveland”, wypisana na imponujących rozmiarach tablicy, którą przed chwilą minął, nie dawała mu spokoju. Coś kiedyś wspomniano na szlaku o tym mieście... Bodaj czy nawet nie ostrzegano. Ale o co mianowicie chodziło nie mógł sobie przypomnieć. Nic zresztą dziwnego. Tyle ostatnio kłopotów zwaliło mu się na głowę. W odległości jakiejś pół mili szarzały zatarte w mroku zapadającego wieczoru kontury licznych budynków. Co tam zapalił papierosa, zsiadając z konia tak czy inaczej, to przecież jeszcze nie miasto, przydrożna karczma i tyle... Zresztą, zobaczy się. W każdym razie nigdy tu jeszcze nie był, to stanowi niewątpliwie plus. Wszedł buńczucznie, z należytym trzaskiem drzwi, przy akompaniamencie brzęku ostróg. Wiedział, jak należy sobie poczynać, by wywołać odpowiednie wrażenie. Świńskie oczka, tkwiące w zapłyniętej tłuszczem twarzy, obrzuciły go zaciekawionym spojrzeniem sponad obitej lady barowej. Pokwitował ten atak obojętnym wzrokiem. Whisky! podszedł do lady
